Leszek Wójtowicz - strona główna
StartWydarzeniaBiografiaMP3GaleriaTeksty piosenekMediaBlogKsięga gościLinkiKontakt
 Media - artykuły, wywiady, recenzje
7.02.2006
Rosną mi anielskie skrzydła - Gazeta Krakowska 17.07.05


O swoich planach artystycznych, miejscach, gdzie powstają kompozycje i o jubileuszu 25-lecia pracy artystycznej opowiada Leszek Wójtowicz, bard Piwnicy pod Baranami.

25 lat twórczości artystycznej to prawie socjalistyczny jubileusz i przy okazji mnóstwo czasu. Czy już czuje się pan doświadczonym starym artystą?

- z socjalizmem mój skromny jubileusz tyle ma wspólnego, że zawsze pragnąłem, aby ten ustrój w naszym kraju upadł i często o tym śpiewałem. W moich piosenkach udawało mi się i udaje czasami przewidywać bieg zdarzeń. Przeżyłem wiele, więc bywam zmęczony, ale mimo to potrafię się marzyć i cieszyć. Nadal znajduję w sobie siłę, aby opisywać świat i nas w tym świecie żyjących.

Co szczególnie wspomina Pan z Piwnicy pod Baranami?

- Potwornie trudne pytanie. Tyle się tego nazbierało. Myślę jednak, że koncert Piwnicy na Festiwalu w Opolu. To był rok 1981. Trudno uwierzyć, ale śpiewałem wtedy w ramach konkursu o godzinie szóstej rano. Nigdy później nic takiego mnie nie spotkało. Mimom wariackiej pory Piotr przepięknie mnie zapowiedział. Otrzymałem III nagrodę i czułem, jak mi rosną anielskie skrzydła. Do tej pory umiem odrobinę latać.

Co lubi Pan śpiewać najbardziej? Dlaczego np. nie sprośne ballady?

- Zdecydowanie najbardziej lubię śpiewać ballady przewrotnie ironiczne, a napisałem ich wiele. Naturalnie nie oznacza to, ze czuje się źle w lirycznym repertuarze. Pozwoli pani, ze potraktuję druga część pytania jako uroczą prowokację. Staram się starannie konstruować swoje autorskie recitale i dlatego m.in. nie śpiewam jak to pani nazywa "sprośnych ballad".

Z balladami politycznymi pojechał Pan koncertować w 1988 r. w Stoczni Gdańskiej.

- Do tej pory pamiętam tłum strajkujących zgromadzony nieopodal bramy Stoczni i zomowców paradujących po drugiej stronie w pełnym rynsztunku. – Pamiętam tłum strajkujących zgromadzonych nieopodal bramy Stoczni i zomowców paradujących po drugiej stronie w pełnym rynsztunku. Śpiewałem z pasją, która przydarza się tylko czasami. Śpiewałem oczywiście Moją Litanie, którą zadedykowałem przybyłemu właśnie z Warszawy Lechowi Wałęsie zapominając, że pieśń rozpoczyna się od słów:, "jaki jeszcze numer mi wytniesz?", co wywołało życzliwe rozbawienie słuchających, którzy na koniec skandowali – dziękujemy! Byłem ogromnie wzruszony. Noc spędziłem jako gość załogi holownika Gdańsk, więc na styropianie nie spałem.

Ma Pan opinię outsidera, ale do koncertu w Instytucie Goethego zaprosił Pan Paulinę Bisztygę. Dlaczego?

– Osobiście wolę określenie indywidualista, albo estradowy samotnik, ale niech będzie. Otóż ilekroć zasiadam w jakimś jury, szczególną uwagę zwracam na śpiewające autorki i autorów. Paulina jest wrażliwą poetką, układa świetną muzykę, a zatem jest mi szczególnie bliska. Zaprosiłem Ją, aby nie tylko grać, ale też posłuchać i szczerze oklaskiwać.

Co jeszcze chciałby Pan zaśpiewać? Jakie piosenki stworzyć?

– Mam wiele pomysłów na kolejne piosenki i jestem przekonany, że ta najważniejsza i najpiękniejsza jeszcze przede mną. Wierzę w to głęboko.

Wczoraj wystąpił Pan na dziedzińcu Instytutu Goethego. W jaki sposób oprócz tego będzie Pan świętował 25-lecie swojej pracy artystycznej? Jak artystycznie a jak prywatnie?

- Chcę na przełomie listopada i grudnia zagrać w Piwnicy w 25 rocznicę premiery mojego recitalu pt. "Niepewna pora" i wtedy zagłębić się na całego we wspomnieniach. Na pewno zagram też w innych miejscach, które są mi bliskie. Prywatnie będę świętować w gronie Przyjaciół.

A inne najbliższe plany?

– Najbliższe plany to występy z okazji 25-lecia Solidarności. To będzie dla mnie nostalgiczna i jednocześnie gorzka podróż w czasie. Ponadto chciałbym wreszcie wydać płytę będącą zapisem mojego recitalu.

Mieszka Pan w Nowej Hucie, dzielnicy, która cieszy się złą opinią. Czy czuje się Pan z nią związany?

– Złą opinią nie można się cieszyć, tylko martwić, mnie zaś martwi owa opinia w znacznym stopniu niezasłużona. Oczywiście, że czuję się związany z Nową Hutą, ponieważ to ważna dzielnica Krakowa posiadająca swój niepowtarzalny klimat. Mam wspaniałych Sąsiadów, z którymi uwielbiam gawędzić. Nie chcę przy okazji własnego jubileuszu narzekać na to, czego nie lubię. Chcę się radować i radości życzę Czytelnikom.

Autor: Rozmawiała – Małgorzata Stuch
Źródło: Gazeta Krakowska, 16-17. 07.05

Copyright © 2018 Leszek Wójtowicz. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie strony Website