Leszek Wójtowicz - strona główna
StartWydarzeniaBiografiaMP3GaleriaTeksty piosenekMediaBlogKsięga gościLinkiKontakt
 Media - artykuły, wywiady, recenzje
1.03.2006
Poeta polityczny - Mgazyn 23-25.11.1990


Poeta polityczny  Magazyn 23-25.11.1990
Mariusz Załuski

 - Pana obecny program w dużej części ma charakter wspomnieniowy. Składa się z utworów politycznie zaangażowanych, ale jakby trochę nieaktualnych. Czy sądzi Pan, że pieśni o Olimpiadzie w Moskwie lub bojach z cenzurą długo będą jeszcze ruszały publiczność?

 - Myślę, że długo. Ale niech się pan nie obawia - kiedy tylko zauważę, że przestaje to interesować słuchaczy, na pewno będę miał już w pogotowiu wiele nowych utworów. Wykonuję piosenki autorskie od 10 lat.

 - Nowe wiersze również będą dotyczyły polityki? W Pana twórczości PRL-owskiej była to tematyka zdecydowanie dominująca. Ale teraz skończył się totalitaryzm, a podobno zaczęła demokracja.

 - Być może spróbuję pisać jakieś typowe wiersze liryczne - ale przypuszczam, że zawsze podstawową treścią moich utworów będzie polityka. Ponadto określenie "twórczość PRL-owska" jest o tyle niezręczne, że oznacza jedynie czas powstania tych piosenek.

 - Ale jednak demokracja jest jakby mniej wdzięcznym tematem...

 - Naiwnością byłoby twierdzenie, że od 4 czerwca 1989 roku mamy w kraju pełną demokrację. Tym bardziej, więc interesuje mnie człowiek i jego przeżycia w otaczającej go rzeczywistości. Przemiany polityczne są oczywiście jednym z ważniejszym jej elementów. W takich też wymiarach widzę swoje pisanie. Okazuje się np., że moja piosenka o dwóch gitarzystach powstała dosyć dawno i kiedyś odczytywana jednoznacznie - zły gitarzysta to czerwoni, a dobry to Solidarność - Solidarność tej chwili, co jest dla mnie bardzo przyjemne, odbierana bywa na trzy sposoby. Dla niektórych, jeden gitarzysta to Mazowiecki, a drugi to Wałęsa, dla innych odwrotnie. A są słuchacze, dla których po prostu jest to po prostu opowieść o dwóch gitarzystach, z których jeden był zawistnikiem.

 - Od lat bywa Pan jurorem wszelkich festiwali studenckich, przeglądów poezji śpiewanej. Do tej pory byliśmy w tym mocni - jaka jest teraz kondycja artystyczna środowiska akademickiego?

 - Krótko mówiąc nie jest dobrze. Gdyby na ostatnim Festiwalu Piosenki Studenckiej nie pojawiła się grupa "Raz, dwa, trzy", która bezapelacyjnie otrzymała pierwsza nagrodę, to byłoby nieprzyjemnie. W pewnym sensie prawdą jest to, co powiedział Pan wcześniej - rzeczywistość współczesna posiada masę pułapek i opisać ją nie jest łatwo. Nie dziwie się zupełnie, że młodym twórcom trudno dzisiaj stworzyć cos wartościowego. Mam jednak nadzieję, że studenckie śpiewanie pójdzie w tym kierunku, który proponuje grupa "Raz, dwa, trzy", czyli tworzenia ciekawych kreacji autorskich.

 - Wracając do krakowskiego festiwalu - bodajże rok temu "Student" opublikował listę pechowców - tych dzisiaj bardzo cenionych pieśniarzy, którzy nie otrzymali w Krakowie żadnej nagrody. Znalazł się Pan w tym zestawie.

 - W niezłym zresztą towarzystwie - "Student" wymieniał mnie m.in. obok Stanisława Sojki. Kiedy brałem udział w krakowskim festiwalu - a było to za moich czasów młodzieńczych - nie śpiewałem jeszcze swoich wierszy. Mówiąc szczerze, to co wówczas robiłem nie było po prostu najlepsze. Otrzymałem, co prawda nagrodę za muzykę na Festiwalu Poezji Śpiewanej w Olsztynie, ale cały czas traktowałem swoje występy jako taką studencką zabawę. Poważnie zaczęło się dopiero od "Piwnicy pod Baranami" w roku 1980.

- Jeśli chodzi o "Piwnicę", w której ma Pan swoje recitale, to przechodzi chyba trudny okres. Nie dość, że spalił się Pałac pod Baranami, to jeszcze hrabia Potocki stara się o przejecie budynku...

 - Spalił się pałac, ale na szczęście do piwnicy nie dotarł ani ogień ani woda. Po drugie hrabia Potocki już chyba przejął własność budynku, ale publicznie, w prasie oświadczył, że nas stamtąd nie wyrzuci. A to bardzo sympatyczne z jego strony.

 - W latach osiemdziesiątych wśród miłośników poezji śpiewnej słynne były Pana boje z cenzurą. Po kraju krążyły różne anegdoty na ten temat.

 - Rzeczywiście, doszło nawet do tego, że po 13 grudnia dotknęło mnie coś w rodzaju rozdwojenia, swoistej schizofrenii. Miałem po prostu dwa recitale - ten, który mi puszczono i ten, który mi zatrzymano. Ciekawostką jest np. to, że piosenka pt. "Moja litania" - w końcu jedna z głównych nagród na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1981 roku została zdjęta przez cenzurę na parę lat pod zarzutem podburzania do przestępstwa. Jest to niewątpliwie jeden z większych sukcesów moich i cenzury też.

 - Na swoich koncertach opowiada Pan również historię 8 zwrotek zatrzymanych przez cenzurę.

 - Napisałem kiedyś piosenkę, która nie spodobała się urzędniczce z cenzury. Wyrzuciła z niej 8 zwrotek, zostawiając jedynie pointę. Porozmawiałem z nią uprzejmie, a ona poszła poradzić się swego szefa. Po chwili wróciła uradowana, że te 8 zwrotek może zostać. Dodała jednak, że pointę trzeba wyrzucić.

 - Od 10 lat śpiewa Pan tylko autorskie utwory. Nie myślał Pan o tym, żeby wrócić od czasu do czasu do tekstów innych poetów?

 - Ale po co? Nie widzę takiej potrzeby. Mam przecież wystarczająco dużo własnych wierszy. I ciągle powstają nowe.

 - Dziękuję za rozmowę.

MARIUSZ ZAŁUSKI


Autor: Mariusz Załuski
Źródło: Magazyn

Copyright © 2018 Leszek Wójtowicz. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie strony Website