Leszek Wójtowicz - strona główna
StartWydarzeniaBiografiaMP3GaleriaTeksty piosenekMediaBlogKsięga gościLinkiKontakt
 Media - artykuły, wywiady, recenzje
1.03.2006
Jaki jesteś? - Tygodnik Solidarność 17.01.1996


Tygodnik Solidarność  17.01.1996
Jaki jesteś?
Leszek Wójtowicz został okrzyczany jedynym zakazanym piosenkarzem

   Kraków, Nowa Huta, Osiedle Strusia, blok, jakich wiele. Na IV piętrze małe mieszkanie, dużo książek, na ścianach grafiki Millera, Oramusa, Weymana z dedykacją. Olej Nowotarskiego. I pastelowe irysy Marka Grechuty. I gitara.

 - zaśpiewam ci swoją najnowszą piosenkę! Leszek Wójtowicz uderza kilka akordów i zaczyna:

Złoty sen
Nowy dzień
W górze niebo jak len
Tęcze marzeń leciutko fruwają
W radiu słów rdzawy zgrzyt
Potem kac potem wstyd
Taki jesteś od rana mój kraju

   Proszę, by opowiedział o roku 1988. Obok Piotra Szczepanika był wtedy jedynym artysta, który pojechał do strajkujących stoczniowców.
 - Wiadomość z Komitetu strajkowego dotarła do mnie przez Zbyszka Preisnera, który miał telefon a ja nie.. Przybiegł do kawiarni "Vis a vis", gdzie zbiera się cała Piwnica, by zachęcić do wyjazdu do Gdańska. No, ale Piotrowi Skrzyneckiemu ktoś podarł dowód osobisty, a wyjazd bez dowodu wydawał się zbyt ryzykowny. Inni byli niezdecydowani. Sam bałem się jechać. Śp. Ks. Kazimierz Janczar mi odradzał: - jak połamią ci palce, to czym będziesz grał?
Skończyło się na rozmowie z żoną, Haliną, która zrobiła mi wór kanapek i kazała jechać. A żony trzeba słuchać, przynajmniej czasami...
   Halina: - W Mistrzejowicach odbywał się Kongres Wolności Słowa i pomyślałam, ze dobrze by było, żeby Leszek pojechał do Gdańska i nam opowiedział. Nie sądziłam, ze może być pacyfikacja stoczni. A co do "Piwnicy"... Zanim by coś uradzili, pewnie by już było po strajku...
   Zgodnie z instrukcją od Preisnera, Wójtowicz ukląkł w kościele św. Brygidy i czekał na łącznika. Klęczał tak ponad dwie godziny, ale żaden łącznik nie przyszedł.
 - Udałem się więc po prostu na plebanie, a w godzinne później już byłem w stoczni. Wszedłem wraz z druga zmianą przez boczną bramę, straż przemysłowa starannie udawała, że mnie nie widzi. Miałem czas do wieczora, więc wózkiem akumulatorowym obwieźli mnie po stoczni, aż wylądowałem w stołówce, gdzie dawali kawę. Spotkałem prof. Jerzego Puciatę, szefa ZPAP, poznałem Alinę Pieńkowską i Andrzeja Gelberga. Musiałem się tłumaczyć za "Piwnicę". Jakiś młody, gniewny stoczniowiec zaczął mnie instruować, jak ma wyglądać mój koncert: że mam krzyczeć "solidarność" solidarność pokazywać znak zwycięstwa. Potem była próba, która się przeciągnęła, bo przyszło na nią ze 200 osób, które nie mogły być na wieczornym koncercie, więc zaśpiewałem dla nich.

   W oczach Wójtowicza strajk jawił się zupełnie inaczej niż to pokazywały media. Panowała atmosfera festynu albo happeningu.
 - To przypominało "Pomarańczową Alternatywę". Zbudowali czołgi z tektury, bawili się. Byli pewni siebie, nikt się nie bał. Na koncercie było chyba 2 tysiące ludzi, może więcej. To po naszej stronie. Po drugiej stało ZOMO z pałami i tez słuchało. Z okien sąsiednich wieżowców bili brawo. Nagle ktoś mi powiedział, ze nadjeżdża Wałęsa.
 - Skoro jest tu pan Wałęsa, to posłuchajcie tej pieśni, powiedziałem i zacząłem śpiewać "Moja litanię"
   To jeden ze sztandarowych songów Leszka, inwokacja do Polski z pamiętnym refrenem:

Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach które wszyscy znamy

 - I zdarzyło się coś niezwykłego: gdy Wałęsa przechodził przez bramę, ja właśnie śpiewałem te słowa:

Jakim ludziom jeszcze pozwolisz
By twym mózgiem byli i sumieniem

Dziś, po wyborach, brzmią mi te słowa jak ponure proroctwo...
   To nie pierwszy taki przypadek: w okresie powszechnej euforii napisał piosenkę "Jeźdźcy Apokalipsy", jakby przewidując wydarzenia 13 grudnia:

Wycie silników jak śpiew Walkirii
Poraża wszystkie bez reszty zmysły
Więc na kolana gniewny narodzie
To pędzą jeźdźcy Apokalipsy (...)
No! Który pierwszy zacznie strzelać…

- "Jeźdźcy Apokalipsy" powstali we wrześniu 1980 roku. Było wtedy na stadionie "Hutnika" w Nowej Hucie spotkanie z Lechem Wałęsą i z korony stadionu zobaczyłem zbliżającą się kolumnę armatek wodnych.

Innym "proroczym" utworem była napisana jeszcze wcześniej, bo w lipcu 1980 roku, "Olimpiada":

Aż ruszyliśmy przez środek miasta
Stare domy nam kłaniały się obłudnie
Jechaliśmy na zapalonych światłach
Jak kowboje jak w samo południe (...)
   Zaśpiewał ją w Gdańsku podczas strajku 1988 roku, a także "Jeźdźców", "Modlitwę o spokój" i znacznie późniejszych "Dyplomatów", napisanych na tle wydarzeń 1985 roku, oraz "Pielgrzymkę".
 - Latem 1980r, zaraz po dyplomie na Wydziale Prawa UJ (tak, mam dyplom), zostałem jako młody piosenkarz zaproszony do Moskwy, aby tam podczas Olimpiady śpiewać kibicom w tzw. polskim klubie. Wcale nie miałem zamiaru uprawiać piosenkarstwa zawodowo, ot, podczas studiów występowałem na studenckich festiwalach, wykonując wiersze Bursy czy Jesienina do mojej muzyki. Jeden z profesorów, znany cywilista, ś.p. prof. Franciszek Studnicki zaprowadził mnie kiedyś do "Piwnicy", a ponieważ spodobałem się Zygmuntowi Koniecznemu, więc zacząłem występować i tam. Zaraz po tej Moskwie miałem rozpocząć aplikację radcowską, ale stało się inaczej.
   Pod wpływem tego, co zobaczył w "Kraju Rad", Wójtowicz obok "Olimpiady", (która przyczyniła się do jego ogromnego sukcesu w "Piwnicy") napisał także wielce zjadliwą piosenkę o mauzoleum Lenina - "Pielgrzymkę" właśnie:
Bóg leżał w szklanej skrzyni
W czarnym jak noc garniturze
Koszula i krawat w groszki
Bródka rudawa nieduża (...)

Śpiewał ją później w programach piwnicznego kabaretu, jakoś unikając represji cenzury, aż dopiero - paradoksalnie - została zakazana podczas... Festiwalu Piosenki Prawdziwej - ZAKAZANEJ PIOSENKI, w hali Olivii w 1983r....
 - Opowiadam o tym niechętnie, bo pod zakazem podpisał się nie tylko cenzor, lecz także przedstawiciele Solidarności i Rady Artystycznej. Nazwisk nie będę podawał. To było przykre zaskoczenie. Podobno cenzor powiedział, że gdyby ta moja piosenka została wykonana, to by było tak, jakby w moskiewskich kabaretach wykpiwano Matkę Boską...
"Pielgrzymkę" wyrzucono z programu...
 - Zostałem okrzyknięty jedynym naprawdę zakazanym piosenkarzem!
   Leszek Wójtowicz jest w "Piwnicy" wyjątkiem: choć w jej programach zdarzały się pewne polityczne aluzje, jak choćby słynny "Chruszczow" Wiesława Dymnego, "piwnica" raczej odżegnywała się od polityki. Piotr Skrzynecki powiedział o Wójtowiczu, iż był właściwie jedynym, który dzięki tym piosenkom pokazywał nam, w jakim czasie żyjemy. A był to czas dość okrutny i zły...
   Pierwszy recital autorski pt."Niepewna pora" miał Leszek w "Piwnicy" już w grudniu 1980r. A podczas szampańskiej zabawy zaskoczył wszystkich, recytując zupełnie nieprzystającą do atmosfery zabawy "Modlitwę o spokój". Na przełomie stycznia i lutego podczas kilkudniowych występów "Piwnicy" w warszawskiej "Stodole", Wójtowicz zdobył serca publiczności dając swe recitale w tamtejszej sali kameralnej. I nagle w maju 1981 r. "Modlitwa" znalazła się na drugim miejscu radiowej Listy Przebojów! A na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu tegoż roku, w konkursie piosenki kabaretowej, "Moja litania" przyniosła mu III nagrodę; "Modlitwę" zaśpiewał w koncercie przebojów, udowadniając, że popularność masową może zdobyć także utwór, w którym naprawdę o coś chodzi.
 - Po grudniu 1981r. żyłem jakby w stanie rozdwojenia jaźni: występowałem z recitalami zaakceptowanymi przez cenzurę, lecz jednocześnie dawałem koncerty półlegalnie poza cenzurą - w kościele mistrzejowickim, w Muzeum Archidiecezjalnym, u redemptorystów. Pojawiła się moja kaseta w drugim obiegu...
   Charakter jego utworów zmienia się: stają się bardziej poetyckie, refleksyjne i przepojone pesymizmem. Pieśni zdecydowanie optymistycznych: znakomite "Ważne dwa słowa" z 1984r., "Jeszcze wszystko może się zdarzyć" czy "Trawa" z 1988r. Większość jednak nie daje słuchaczowi ukojenia czy nadziei.
 - Napisałem kiedyś, że dla mnie najpełniejszym wyrazem uczuć jest gorycz. Gniew może wygasnąć, ale gorycz pozostaje. Zdarza mi się czasem piosenka zabawna, ale zawsze jest tam szczypta gorzkiego nastroju. Trudno, nie potrafię inaczej. Ja już niczego nie próbuję wykrzyczeć, ja tylko opisuję. I zgadzam się całkowicie z genialnym poeta Zbigniewem Herbertem, że obowiązkiem poety jest pisać prawdę...
   "Modlitwa o spokój" nie została wysłuchana, więc pytam Leszka jak się odnajduje w dzisiejszej rzeczywistości.
 - Zbyt dużo przeżyłem, by mieć złudzenia. Znam bardzo wielu ludzi z dawnej opozycji demokratycznej i pamiętam ich słowa - co też to będzie w Polsce, gdy zdobędziemy wolność. Jakże się zmienili, gdy tylko dostali władzę, jakie karygodne błędy popełnili! Ktoś zaczął wypychać Tadeusza Mazowieckiego jako kontrkandydata Wałęsy. Ja na dwa miesiące przed wyborami przewidziałem zwycięstwo Tymińskiego.
A ostatnie wybory potwierdziły moje najgorsze obawy.
   Jakże to odległe czasy, gdy we wrześniu 1980r. na spektaklu w "Piwnicy" siedzieli zgodnie obok siebie Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Tadeusz Mazowiecki i Lech Wałęsa... Napisałem teraz taką piosenkę o Solidarności:... Co się z tobą porobiło, mała rewolucjonistko?..." A co się stanie dalej? Jeśli solidarnościowa strona się nie opamięta, to postkomuniści kolejne wybory wygrają i to nie z powodu mądrości lewicy, lecz głupoty nas samych.
   Wałęsa rzucił kiedyś piękne hasło: Chcę być silny waszą siłą i mądry waszą mądrością. Gdybyż to nie były tylko słowa! A przecież już po I turze poprzednich wyborów było widać, na co się zanosi: Cimoszewicz mógł być zadowolony, bo się okazało, że elektorat postpezetpeerowski pozostał stabilny. A czy nie było skandalem, że Jaruzelski został wybrany prezydentem głosami ludzi z Solidarności?!
   Wójtowicz uważa, ze dzisiejsza klęska zaczęła się już wtedy. Dostrzega "niewyobrażalne zadufanie i arogancję naszych polityków, od lewicy po prawicę". Jego zdaniem polityk powinien być człowiekiem skromnym, uczciwym, odpowiedzialnym za słowa i czyny, "o pewnej wiedzy, z której umiałby skorzystać". Musi mieć siłę woli i charakter, "by nie wpaść w pętlę przekonania, że tylko on ma rację". W piosence, którą mi zaśpiewał, zadaje fundamentalne pytanie:

Czarnych zmór
Pełen wór
Tłum solistów i chór
Dziwną sztukę znów tu wystawiają
Ja nie liczę Twych wad
Ale pytam od lat
Jaki jesteś naprawdę mój kraju

  Przyszłość przyniesie odpowiedź; zdaniem Leszka, Lech Wałęsa jest nadal symbolem, bez którego rekonstrukcja sceny politycznej wypadłaby nieprawdziwie.
 - Ale oczekuję od niego, że się publicznie przyzna do swoich błędów, a w tym największego: było nim rozwiązanie Komitetów Obywatelskich. Nie był to może ruch na miarę roku 1980, ale gromadził ludzi uczciwych, wykształconych. W tym Nowym Roku życzę panu prezydentowi Wałęsie, by dokonał pewnego wysiłku i otoczył się ludźmi mądrymi, uczciwymi, lojalnymi.
   Żegnam się z obydwojgiem Wójtowiczów i wychodzę w mroźny wieczór. Natrętnie krąży mi po głowie jego, dawna, straszna pieśń:

Tutaj wódka jest Bogiem a wiara nałogiem
Tutaj szatan umiera w mordowni za rogiem
On ze smutku umiera
Bo zrozumiał teraz
To że Pan nigdy nie był mu wrogiem

Jaki jesteś mój kraju?
KRYSTIAN BRODACKI

Autor: Krystian Brodacki
Źródło: Tygodnik Solidarność

Copyright © 2018 Leszek Wójtowicz. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie strony Website