Leszek Wójtowicz - strona główna
StartWydarzeniaBiografiaMP3GaleriaTeksty piosenekMediaBlogKsięga gościLinkiKontakt
 Media - artykuły, wywiady, recenzje
1.03.2006
Piwniczanie o Piwnicy w anegdocie - Nowy Dziennik 10-11.05.1997


Piwniczanie o Piwnicy w anegdocie
Leszek Wójtowicz bard Piwnicy
/fragment/

Nowy Dziennik 10-11.05.1997

 - Gdyby nie było starej, legendarnej Piwnicy, nie byłoby nas, nie byłoby kontynuacji. Piwnica byłaby tylko wspomnieniem historyków sztuki. A wszystko to było i jest możliwe, dzięki artystom skupionym wokół Piotra Skrzyneckiego.
   Piotr to wielki artysta i przyjaciel. Był jedna z największych osobowości naszego wieku. Jestem w pełni o tym przekonany. Bez pieniędzy, bez poparcia władz, a często na przekór wszystkiemu kabaret trwał i trwa nadal, jakby perpetuum mobile skonstruował. Piwnica jest wielką tajemnicą i tego nie da się zdefiniować. Piotr kiedyś w moim programie telewizyjnym "Godzina szczerości" powiedział zdanie, które jest kluczem do sedna: "Żeby w tym piwnicznym nieładzie tak naprawdę zaistnieć, to trzeba samym sobą zanegować wszystko, co było dotychczas".
   Nasz szacunek dla starej Piwnicy, legendarnych czasów, kiedy oni wszyscy zaczynali jest ogromny. Zdaję sobie sprawę, że dzisiejsza Piwnica jest ciut inna, chociaż styl pozostaje ten sam. Piwnica jest niepowtarzalna i zgadzam się z Piotrem, że nie mogłaby powstać w innym mieście. Tylko w Krakowie to było możliwe.

 - O Piotrze krąży wiele anegdot...

 - W 1981 roku - po wielu latach nieobecności - zagraliśmy sześć koncertów tryumfalnie przyjętych w warszawskiej stodole. Na ostatni koncert przyszło ponad 1600 osób. Dwukrotnie więcej, aniżeli może pomieścić sala. Jeden z naszych scenografów powiesił nad fortepianem klatkę na papugę i wsadził tam złote popiersie Lenina. Ba, i jeszcze zapalił świeczkę. I była potem niewyobrażalna awantura na szczeblu Komitetu Centralnego. Zwłaszcza, że na ostatnim koncercie był ambasador rosyjski, a ja śpiewałem piosenkę "Pielgrzymka" o Mauzoleum Lenina. Kiedy wróciliśmy do Krakowa, wezwano Piotra do Komitetu Wojewódzkiego do działu propagandy. Piotr mnie spotkał i pyta: - Leszek, ty jesteś prawnik, to poradź, co robić. Po pierwsze - mówię - nic Piotrze nie gadaj. Naopowiadasz jakiś bzdur i będzie jeszcze większa awantura. Napisz krótkie wyjaśnienie, że nie wiesz, kto to zrobił, podpisz się i tyle. Na drugi dzień go spotykam i mówi mi, że nie chcieli mu podpisać kopii tego oświadczenia. Przerażony pytam - coś ty im nagadał? A Piotr wyciąga zmięty karteluszek...A tam było napisane: "W klatce miała być papuga, ale się nie zmieściła. Więc włożyliśmy, co było pod ręką. Byłem przekonany, że to popiersie Konfucjusza. Okazało się, że to Lenin, ale nie dało się wyjąć. W związku z zaistniałymi faktami, zobowiązuję się na piśmie więcej Lenina do klatki nie wkładać. Podpis: Piotr Skrzynecki."

 - Uwielbiał spotkania, bankiety...

 - A propos bankietów, to pamiętam jak w stanie wojennym wylądowaliśmy u kogoś na bankiecie. Gospodarze strasznie poważnie podeszli do tego przedsięwzięcia. W tych zgrzebnych komunistycznych czasach pojawiło się na stole dosłownie wszystko, i zakąski mięsne i dania gorące. A jakieś sery, wódeczka Smirnoff, a tort, a koniak. I po czterech godzinach niebywałej rozpusty jedzeniowej, pani domu pyta - Piotrusiu, jak ci smakowało? - A Skrzynecki mówi - chlebek wspaniały!

 - Powspominajmy starych piwniczan...


 - Najważniejszą osobą, bez której cała nasza opowieść nie miałaby sensu, jest Janina Garycka, kierownik literacki Piwnicy. Wielki nasz przyjaciel, dobry duch Piwnicy. Genialna miniaturzystka, wspaniała scenografka umiejąca pisać wiersze, wprost cudownie kompilować teksty. Umie wszystko, gdyby nie ona, też nie byłoby takiej Piwnicy.

 - Zygmunt Konieczny?

 - Ze Zygmuntem to jest tak. Są ludzie, których dobry Bóg obdarzył talentem. Są ludzie, których dobry Bóg obdarzył wielkim talentem. Natomiast Zygmunt to człowiek, którego Pan Bóg dotknął geniuszem. Uważam, że stworzył on zupełnie nowy - w skali światowej - kanon piosenki. Inną wyobraźnię muzyczną. I to wszystko, co w piosence poetyckiej nastąpiło, to już jest po Zygmuncie. Oczywiście, że tacy kompozytorzy jak Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbyszek Raj, Zbyszek Preisner są znakomici, ale ja bym ich z Zygmuntem nie porównywał. Poza tym to jest nieprawdopodobnie uroczy człowiek. Z nim siąść, pogadać, pobankietować, to jest czas cudownie spędzony. Piotr Skrzynecki mówił o nim - ojciec piosenki piwnicznej. Myślę, że to jest prawda.

 - A Leszek Długosz?

 - To jest też opowieść o tym, jaki klimat w Piwnicy panuje. Pamiętam jak występowaliśmy w Szczecinie. Teatr nabity ludźmi. Piotr mnie zapowiada: - Szanowni Państwo, teraz wielka sensacja, nasz pieśniarz, kompozytor, poeta Leszek Długosz! I uciekł ze sceny. Podszedłem do mikrofonu i mówię: - Szczecin to miasto spełnionych marzeń. Spełniło się moje marzenie, bo oto zapowiedział mnie Lucjan Kydryński. Potem wszyscy komentowali, aleście się ładnie umówili.

 - Czym dla Ciebie jest Piwnica?

 - Piwnica jest tajemnicą i gdybym nawet wiedział na czym ona polega, to bym nie powiedział, bo cóż to jest za tajemnica, którą się wyjawi? To jest tak, jakby ktoś znalazł muszlę, a ktoś drugi pyta: ta muszla szumi? Ten mówi - tak. Ale ona szumi jak woda czy jak wiatr? Tak długo, póki on sam tego nie usłyszy, nie będzie wiedział, jak ta muszla szumi.
   Pamiętam, to było na początku lat osiemdziesiątych. Spóźniłem się do Piwnicy. Jakiś zaprzyjaźniony zespół rzępolił zresztą uroczo, a w garderobie trwała makabryczna kłótnia. Ściany się trzęsły. Część zespołu chciała zerwać program, a część nie. Słyszę: dla takiego... i tu następowały epitety, nie będziemy występować. Inni, żeby grać, ale go obrażać.
   Okazało się, że na sali siedzi Jerzy Urban, osoba najdelikatniej mówiąc nielubiana w kraju. I Piotr widząc, że mu się spektakl rozlatuje, wykombinował coś wspaniałego. Na sali byli profesorowie z UJ, gromada reżyserów festiwalu filmów krótkometrażowych, jakaś młodzież. Myśmy grali, Piotr witał profesorów, kłaniał się reżyserom, dedykował piosenki, młodzież go oklaskiwała, a Urban siedział i czekał, kiedy go wreszcie albo ktoś obrazi albo przywita. Nikt nie zwrócił uwagi, na to, że on jest. I to było genialne i wyszliśmy z twarzą.

Rozmawiała:
MARTA BACHURSKA- JÓŹWIAK

Autor: Marta Bachurska- Jóźwiak
Źródło: Nowy Dziennik

Copyright © 2018 Leszek Wójtowicz. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie strony Website