Leszek Wójtowicz - strona główna
StartWydarzeniaBiografiaMP3GaleriaTeksty piosenekMediaBlogKsięga gościLinkiKontakt
 Media - artykuły, wywiady, recenzje
1.03.2006
Krakowianie - Wydawnictwo Jagiellonia S.A. 2002


Krakowianie Andrzej Kozioł Wydawnictwo Jagiellonia S.A. 2002

Leszek Wójtowicz - O sprawach, które wszyscy znamy

Był rok 1988, sierpień rocznica tamtego sierpnia. Przez kraj znów przewalała się fala strajkowa i chociaż wyparowała euforia 80 roku, chociaż na wszystkich Polaków ciężarem win i krzywd położył się stan wojenny, w powietrzu znów zapachniało znajomo. Nadzieją i wolnością...
   Leszek Wójtowicz stał właśnie ze swą gitarą przed tłumem gdańskich stoczniowców, kiedy wprost z rozmów z Kiszczakiem, przyjechał Wałęsa - młody szczupły, uwielbiany. Leszek z konferansjerską wprawą powitał pana przewodniczącego, później zaśpiewał - dla niego, legendy i nadziei. Oczywiście "Litanię". I dopiero później, może w pociągu, może w domu oblał go zimny pot, bo "Litania" zaczyna się tak:

 Jaki jeszcze numer mi wytniesz
 W którą ślepą skierujesz ulicę
 Ile razy palce sobie przytnę
 Nim się wreszcie klamki uchwycę

   W 1980 i 81 roku "Litania" była wszechobecna, zwłaszcza w Krakowie, zwłaszcza w inteligencko - studenckich kręgach. Krążyła w amatorskich nagraniach, bo kasetę z nią Oficyna NOWA wypuściła dopiero w 1984 roku, oczywiście w drugim obiegu. I jeżeli w "Janku Wiśniewskim", innej popularnej piosence tamtych lat, pobrzmiewał prosty, odruchowy protest, u Wójtowicza nic nie jest proste; nie ma gniewu, euforii i złudzeń, jest tylko nieśmiała skromna nadzieja na odmianę ojczyzny:

Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga

Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach, które wszyscy znamy

   Jednak to nie "Litania", ale inna piosenka, "Pielgrzymka" okazała się najbardziej trefnym utworem Leszka Wójtowicza. Była tak trefna, że zakazano jej wykonywania podczas Festiwalu Piosenek Zakazanych.
   W 1980 roku, Wójtowicz pojechał z występami na moskiewska olimpiadę, a być w Moskwie nie zobaczyć Lenina...Ustawił się, więc na Placu Czerwonym w długiej, pilnowanej przez milicjantów kolejce:

Po chwili zastanowienia
Stanąłem pokornie w kolejce
Dyskretnie zgasiłem papierosa
Wyjąłem z kieszeni ręce

Obłoki płynęły po niebie
Słońce świeciło wspaniale
A obok stał jakiś facet
Strojny w brzęczące medale
  
Stojąc przed granitowym, przysadzistym bunkrem, pod gwiazdami z rubinowego szkła, pod czujnymi spojrzeniami mundurowych i tajniaków, nagle doznał olśnienia: to jest temat, nieprzebrana rzeka tematów, o których można pisać i śpiewać w nieskończoność,  o których
trzeba pisać i śpiewać w nieskończoność. Tak do śpiewanych wierszy Leszka Wójtowicza wkroczyła polityka...
   Cenzor nie dopuścił "Pielgrzymki" do Festiwalu Piosenek Zakazanych. Chyba przez te dwie zwrotki:

Cisza tu była taka
Jakby się czas zatrzymał
Ktoś kichnął - wtem szept jadowity
"Tiszina tiszina tiszina"

Bóg leżał w szklanej skrzyni
W czarnym jak noc garniturze
Koszula i krawat w groszki
Bródka rudawa nieduża

   Czy chciałby pan, aby w moskiewskich kabaretach wyśmiewano Matkę Boską Częstochowską? - usłyszał Wójtowicz i w ten sposób, jeżeli nawet miał jakieś wątpliwości, rozwiały się natychmiast. Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk potwierdził boskość Wodza Rewolucji...
   Chociaż urodził się w Poznaniu, Leszek Wójtowicz jest zakutym, zaprzysięgłym, fanatycznym krakowianinem. Kiedyś w jakimś wywiadzie, powiedział, że marzy o trzech rzeczach: żeby żyć wyłącznie z pisania i śpiewania, mieć mieszkanie przy Rynku i nigdy nie opuszczać tego najcudowniejszego na całym świecie placu. Pierwsze z życzeń już się spełniło, dwa czekają ciągle na spełnienie, więc na razie Rynek ciągle nie jest miejscem Wójtowiczowego zamieszkania, ale przedmiotem jego westchnień. I tematem:

Idziemy wolnym krokiem - my Książęta Nocy
Księżyc gębę pyzatą w szklance wódy moczy
Piotr snuje opowieści które znam na pamięć
Ten facet muszę przyznać fantastycznie kłamie

Płaszczyzna Rynku błyszczy jak jezioro rtęci
Od tego migotania aż się w głowie kręci
Grynszpan czepia się blachy grzyb zjada kamienie
Tej baśni i ruiny na nic nie zamienię

   Piotr, oczywiście Skrzynecki... Tak jak Leszek nie pochodził z Krakowa, ale stał się jedną z najbardziej krakowskich postaci, podobnie jak "Piwnica pod Baranami" - częścią krakowskiej legendy. Tytułowy blagier z kolejnej piosenki Wójtowicza:

Największy blagier świata
Mieszka od lat w naszym mieście
Ma brodę z białego srebra
A oczy podobno niebieskie

Ostatnio zmienił kapelusz
Nie nosi już tego ze słomki
Mówią że spotkał anioła
Który dla niego tu zstąpił

   Już coraz mniej ludzi z dawnej "Piwnicy", tej, która wybuchła w połowie lat pięćdziesiątych. Nie ma Piotra Skrzyneckiego, Wiesława Dymnego, odszedł jeden z "piwnicznych" przyjaciół, Franciszek Studnicki, playboy i prawnik, jedyny chyba profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, który jeździł na skuterze. Postać ważna dla Wójtowicza, bo to właśnie Studnicki wprowadził go, wówczas studenta prawa w piwniczne podwoje. Nie ma Janicki Garyckiej:

Dziś uśmiechasz się do nas z tamtej strony lustra
A przed lustrem po Tobie taka wielka pustka
Nie pomaga lektura Montaigne'a i Prousta
Ani wódka co gorycz pozostawia w ustach

   Przez ostatnie lata przed śmiercią Piotra Skrzyneckiego, Leszek Wójtowicz przynosił do redakcji "Dziennika Polskiego" teksty i rysunki, z których powstawał cotygodniowy "Dziennik Piwnicy". Sądziliśmy, że Piotr już naznaczony piętnem śmierci, powłóczący nogami, polegujący po szpitalach - jest tylko figurantem, że jego obecność załamach ogranicza się tylko do brodatej postaci na Chagallowski sposób polatującej na winiecie ponad dachami Krakowa. Za prawdziwego redaktora "Dziennika Piwnicy" uznawaliśmy Leszka. - Nic podobnego - prostuje Leszek Wójtowicz i powiada, że Piotr do końca redagował swój kącik piwniczny. Jego była większość pomysłów, on komponował je w całość. A kiedy już wszystko ustalili, odkładał na godzinkę skrypty, żeby się odleżały, i rozmawiali o życiu, o ludziach, o literaturze,  o Piwnicy, którą wkrótce Piotr miał osierocić.
   "Piwnica", choć już nie taka i nie ta ciągle żyje. Czy własnym życiem, czy niegdysiejsza sławą trudno powiedzieć. W każdym razie ludzie przychodzą - jak niedawno we Wrocławiu - płacą po 800 starych złotych za bilet i bija brawa. Długo, mocno, na stojąco... A Leszek Wójtowicz? Spełniło się jego marzenie - żyje z występów. Tu recital, tam konferansjerka - od jakiegoś przedsiębiorstwa kartograficznego w Krakowie po Kuwejt. Kiedyś mocno związany z kabaretem "Elita", z "Piwnicą" stał się samorządnym, samofinansującym artystą. W brodzie przybyło mu siwych włosów, w piosenkach goryczy i lęku, które po trosze wszyscy odczuwamy:

To my - zatrzęsiemy tym cherlawym państwem
To my - posprawdzamy wszystkie życiorysy
To my - rozprawimy się z niepewnym draństwem
To my - ustalimy kto rudy kto łysy
To my - siła prawdy i prawdziwa siła
To my - wszystko jedno - Warszawa czy Kraków
To my - nas usłyszy dziś Ojczyzna miła
To my - zawołamy - Polska dla Polaków

  Zło, niebezpieczeństwo czai się u nas i w nas, ale także dalej nawet bardzo daleko, gdzie Rosja - matuszka przemawia po staremu, karabinowymi i armatnimi salwami:

Pojechali dzielni chłopcy
Na wojenkę - hej
Panny kwiaty im przyniosły
Żeby było lżej

Kiedy pociąg z miejsca ruszył
Buchnął matek płacz
Nawet się dowódca wzruszył
Taka jego mać

(...)
Kałasznikow - brat szalony
Pieśń straszliwą wył
Gdy się jakieś miasto broni
Zetrzeć miasto w pył

(...)
Patriarcha błogosławił
Rząd ordery dał
Kiedyś pomnik się postawi
Że tak naród chciał

  Śpiewana poezja Wójtowicza pełna jest publicystyki i polityki, przyprawionych odrobina polityki. Twierdzi, że gdyby nie mógł być piosenkarzem zostałby dziennikarzem, może politykiem. Był zresztą o krok od bardzo wysokiego urzędu, kiedy ktoś stwierdził, że spełnia trzy kryteria: jest artystą, prawnikiem i może się pochlubić nieskalaną "solidarnościową" przeszłością. Kiedy wysiadł z warszawskiego ekspresu o planowanej nominacji wiedziało już całe miasto. "Ministrem ci się zachciało być? Warknął Piotr Skrzynecki - Nie wpuszczę cię do kabaretu, ty... I dodał takie słówko, że go cytować nie sposób. Może więc lepiej, że Leszek Wójtowicz nie został członkiem Rady Ministrów...
   Wśród śpiewanej publicystyki trafiają się też liryczne perełki, piosenki, które powodują, że damska część widowni - nawet sawantki, feministki, intelektualistki - pociąga ze wzruszenia nosem, dedykowana żonie Halinie:

Wybacz miła - mój pomysł na życie
Nie jest wart Pani takiej jak Ty
Te koszmarne powroty o świcie
Z kabaretu gdzie rodzą się sny

Histeryczne nastroje od rana
Wieczna zmora czy sukces czy chłam
Wiem że głupio Cię kocham - Kochana
Że przeze mnie wciąż cały ten kram

A Ty patrzysz na mnie
Tak boleśnie mądrze
A Ty mówisz cicho
Co Ty wiesz smarkaczu

Więc ja chciałbym duszę
Na kawałki podrzeć
Widząc Twoje oczy
Świetliste od płaczu

Autor: Andrzej Kozioł
Źródło: Krakowianie Wydawnictwo Jagiellonia S.A. 2002

Copyright © 2018 Leszek Wójtowicz. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie strony Website