Leszek Wójtowicz - strona główna
StartWydarzeniaBiografiaMP3GaleriaTeksty piosenekMediaBlogKsięga gościLinkiKontakt
 Media - artykuły, wywiady, recenzje
14.02.2006
Nadal zajmuję się polityką - Nowe Państwo 17.08.01


Nowe Państwo 17.08.01.

Nadal zajmuję się polityką
Rozmowa z Leszkiem Wójtowiczem, pieśniarzem Piwnicy pod Baranami

- Czy nie czuje się Pan nieco anachroniczny? Wychodzi na scenę facet z gitarą i śpiewa o poważnych sprawach...To było dobre 20 lat temu, ale dzisiaj? Ludzie wolą piosenki lekkie, łatwe i przyjemne

- Ja twierdzę, że jest dokładnie odwrotnie. Natłok szmiry utrzymanej na fatalnym poziomie komercji, w pewnym momencie sprawia, że publiczność tęskni za piosenkami, które o czymś mówią, które czymkolwiek różnią się od innych.

- Mimo wszystkich takich bardów w stylu Jacka Karczmarskiego, Jana Wołka czy Pana jest coraz mniej...

- Oczywiście, takie piosenki nie do końca mieszczą się w konwencji komercyjnego radia czy komercyjnej telewizji. Ale jest również inna przyczyna. Obecną rzeczywistość trudniej opisać niż czas opresji, jakim był realny socjalizm. Wtedy wystarczyła jakaś aluzja i już publiczność była zachwycona kolejnym wojującym antykomunistą. Ja staram się być wierny pomysłowi śpiewania- jak to napisałem przed laty w "Mojej Litanii"- "o sprawach, które wszyscy znamy". Piotr Skrzynecki zechciał kiedyś, zapowiadając mnie w Piwnicy, powiedział, że zacząłem pisać wtedy, kiedy "dotykał nas czas okrutny i zły". I rzeczywiście, taki właśnie był tamten czas. A w tej chwili po prostu nadal staram się opisać świat i to w sposób poetycki unikając agitowania, spłyceń czy ideologii.

- Czy słucha Pan młodych ludzi rozpoczynających karierę estradową? Okazuje się, że nawet laureaci kolejnych studenckich festiwali piosenki cierpią na brak pomysłów, nie mają nic do powiedzenia o otaczającym ich świecie...

- Nie śledzę zbyt pilnie studenckich festiwali, ale znam trochę ten problem. Zawsze wydawało mi się, ze młodzi artyści z natury rzeczy powinni rzucać się z pazurami na rzeczywistość, rzeczywistość tu nic z tego... Bunt ustatecznia się i to już na starcie. Dziwię im się, trochę mnie to boli, ale cóż można poradzić? Chciałbym posłuchać młodego poety, który z pozycji swojego doświadczenia pokoleniowego zmierzyłby się ze światem, chciałbym porównać jego odczucia ze swoimi, ale niestety nikt mi nie daje takiej szansy.

- Wielką sławę przyniosły Panu przed laty piosenki stricte polityczne: Wielki obrońca pokoju, czyli song o Breżniewie, "Olimpiada 80", "Pielgrzymka", opowiadająca o Mauzoleum Lenina. Jak odnalazł się pan w latach 90., kiedy kwestie polityczne przestały być już tak oczywiste i proste?

- Odpowiem anegdotą. Kiedyś znajomi, z takim trochę lisim uśmieszkiem, wypytywali mnie: "A o czym ty, biedaku będziesz teraz pisał?" Miałem wtedy zagrać recital w Krośnie. Przyjechałem za wcześnie, więc poszedłem na spacer, była piękna jesień... I nagle zobaczyłem na murze ogromny napis: "Tutaj wódka jest Bogiem, a wiara w Boga nałogiem". Wystarczyło to zrymować... Wielokrotnie już o tym mówiłem- i powtarzam do znudzenia- ja nigdy nie przestanę zajmować się polityką. Pozwolę sobie przywołać autorytet najwyższej próby. Papież Jan Paweł II powiedział, że polityka winna być roztropna troską o wspólne dobro. Jeżeli zaakceptujemy te definicję, to ja się nadal zajmuję polityką...

- Powspominajmy... wszystko się zaczęło podczas Pańskiego pobytu na Olimpiadzie w Moskwie...

- Przez całe lata śpiewałem piosenki pisane do wierszy różnych poetów. Odnosiłem nawet jakieś sukcesy, ale to była raczej studencka przygoda. Jako absolwent prawa myślałem o rozpoczęciu aplikacji radcowskiej, dałem już nawet w Piwnicy pożegnalny koncert...I wtedy ktoś z jakiegoś związku młodzieży, wpadł na pomysł, żebym pojechał z tymi piosenkami do Moskwy. To, co tam zobaczyłem, było szokujące. Gdy stanąłem na Placu Czerwonym poczułem niesamowity dreszcz. Pomyślałem, ze muszę o tym wszystkim opowiedzieć. Wróciłem do Krakowa ze szkicem Olimpiady 80, a w grudniu zagrałem premierowy recital w Piwnicy, zatytułowany "Niepewna pora", w którym znalazły się wspomniane przez Pana piosenki. Oraz" Moja litania", która wygrała Festiwal w Opolu.

- Nie przypominam sobie, by w tamtych czasach ktokolwiek śpiewał aż tak ostre antysowieckie teksty. Nawet u Jacka Karczmarskiego czy Jacka Zwoźniaka więcej było aluzji i metafor. Pan walił prosto w oczy...

- To, co robiłem nazywano "politycznym postromantyzmem". Nie wiem, o co chodziło, ale bardzo mi się to określenie podobało. Pisałem o tym, co widziałem na własne oczy, co sam przeżyłem. Przecież "Pielgrzymka", czyli opowieść o Mauzoleum Lenina, to jest napisany poetyckim językiem reportaż. Podobnie "Jeźdźcy Apokalipsy", czyli tekst o armatkach wodnych szarżujących na demonstrantów.

- A jak to było z cenzurą? Przecież Piwnica, w której Pan śpiewał działała legalnie. Festiwal Piosenki Zakazanej z roku 1981 też był imprezą oficjalną...

"...- Jedyną piosenką "zdjętą" na tym festiwalu przez organizatorów i cenzurę była Pielgrzymka. Cenzor powiedział, że tego za Chiny nie puści, bo to jest tak, jakby się ktoś w Moskwie naśmiewał z Matki Boskiej Częstochowskiej. Nie zaśpiewałem, więc tej piosenki. Dla dobra Festiwalu lepiej było wyciąć jeden numer niż zachwiać całą imprezą.

- Podobno kiedyś ocenzurował Pana sam Piotr Skrzynecki...

- Graliśmy w roku 1987 w warszawskiej Riwierze. Śpiewałem tam dwie piosenki: "Żar i płomień", opowieść o Polsce oglądanej oczami Włodzimierza Wysokiego, oraz "List z Paryża", historię Polaka i Rosjanina, jadących w jednym czołgu na podbój Francji. Po występie Piotr za kulisami powiedział: "Nie możesz śpiewać dwóch antyradzieckich piosenek. Pamiętaj na przyszły raz jedną!". Za to w Piwnicy graliśmy wszystko, co chcieliśmy, chociaż składaliśmy teksty do ocenzurowania. Nikt nie zwracał jednak uwagi na opinie cenzorów. Tam czuliśmy się wolni, chociaż bywało - Piotr miewał kłopoty. Pewnego razu jakiś ubek dopytywał się go właśnie o "List z Paryża". A Piotr na to: " Czytał Pan Nostradamusa?". "Czytałem"- mówi. Na to Piotr: "Przecież tam jest napisane, jak to ludy azjatyckie z Rosjanami na czele pójdą na Francję. I to jest właśnie piosenka o Nostradamusie

- Czy te stare utwory śpiewa Pan do dzisiaj?

- Rzadko. Gdy zbliża się rocznica 13 grudnia albo gdy gram program retrospektywny. Bardzo dziwi mnie wtedy gorąca reakcja publiczności, zwłaszcza młodej. Powiem Panu, że młodzież dziś traktuje te teksty jako źródło wiedzy historycznej... Pytają po recitalu, jak to było w Moskwie, jaki naprawdę był Breżniew. Fakt, Breżniewa nie znałem osobiście, ale staram im się coś opowiedzieć. Na Placu Czerwonym nadal stoją kolejki i nadal ludzie oglądają tę mumię. Tu się akurat nic nie zmieniło...

- Ukazała się właśnie książka zawierająca niemal komplet Pańskich tekstów. Już to opóźnienie szokuje, ale jeszcze dziwniejsze jest to, że do tej pory nie nagrał Pan ani jednej płyty!

- Przepraszam bardzo, w roku 1990 nagrałem płytę dla Polskich Nagrań, jednak firma padła, zanim zdążyła ją wydać. Ja nie umiem dbać o swoje interesy, nie umiem dbać o swoje interesy, nie umiem zabiegać o wydanie płyty. I rzeczywiście, do tej pory jestem autorem jedynie dwóch kaset, nagranych dla podziemnych wydawnictw fonograficznych.

- To trochę dziwne, że żadna firma fonograficzna nie chce na Panu zarobić.

- Jedna firma chciała. Planowali nagrać moje piosenki z sekcją rytmiczną, saksofonem, paroma innymi instrumentami. Ja kocham saksofon, perkusję, jazz, jednak rozmowa była krótka. To nie są piosenki, które chciałbym nagrać w takiej aranżacji.

- Rozumiem, że nie zamierza Pan zmienić swego stylu?

- Absolutnie nie. To nie jest anachroniczność, tylko wierność samemu sobie i pewnej konwencji. Nie sądzę, aby jakakolwiek zmiana była mądrym posunięciem. Parę lat temu oglądałem w telewizji recital Georges'a Moustaki. I on grał dokładnie tak samo, jak pamiętam go z czasów licealnych. Grał wspaniale. Jestem przekonany, że gdyby żyli jeszcze tacy artyści jak Brassens, Brel, Wysocki i Okudżawa, to- pomimo nowych czasów- byliby nadal pilnie i czule słuchani.

- Czy chciałby Pan swoimi piosenkami zmienić świat?

- Świat się od mojego śpiewania nie zmieni. Ale trzeba próbować o nim opowiadać. Być może dzięki nim chociaż część słuchaczy zastanowi się, co tak naprawdę ma sens?

Rozmawiał WŁODZIMIERZ JURASZ

Autor: Włodzimierz Jurasz
Źródło: Nowe Państwo

Copyright © 2018 Leszek Wójtowicz. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie strony Website